opalaniesolariumo nasksięga gościwspółpracanapisz do naskontakt

Laureatka Oskara - Gwyneth Paltrow - zachęca do opalania

U znanej amerykańskiej aktorki, zdobywczyni Oscara (w 1998 r. za rolę w filmie „Zakochany Szekspir”), pięknej Gwyneth Paltrow zdiagnozowano początkowe stadium  osteopenii. To zmniejszanie się masy kości (w podeszłym wieku całkiem naturalne), prowadzące w konsekwencji do ich osłabienia oraz – w wielu przypadkach – do  poważniejszych chorób takich jak osteoporoza. Wiadomość ta byłaby może kolejnym niewiele znaczącym newsem ze świata gwiazd (bo co do tego że Gwyneth jest gwiazdą wątpliwości raczej nie ma), co więcej – newsem mało znaczącym, bo w końcu poważniejsze choroby dotykają ludzi, niekoniecznie nawet tych z towarzyskiego czy artystycznego świecznika. Mimo wszystko warto tej konkretnej informacji przyjrzeć się bliżej. Dlaczego?


 
Gwyneth Paltrow w świecie tzw. celebrytów (cóż za idiotyczne słowo) znana była nie tylko z aktorskich dokonań, ale również z co najmniej dziwnych pomysłów dietetycznych. Głodówki, oczyszczanie organizmu, diety, których nazwy ciężko powtórzyć – plotkarskie portale pełne były zachwytów nad ich skutecznością, której efektem była szczupła (czy jak kto woli zwyczajnie chuda) sylwetka aktorki. Co bardziej rozgarnięci dietetycy i zwyczajni ludzie mający jakiekolwiek pojęcie o zdrowym odżywianiu pukali się w głowy i wytykali ewidentne błędy żywieniowe popełniane przez gwiazdę. Ona sama jednak, pozostając pod wpływem różnego rodzaju żywieniowych szarlatanów wciąż robiła sobie krzywdę, przede wszystkim rezygnując z nabiału i czerwonego mięsa. Wychudzona sylwetka i trupioblada cera stały się jej znakami rozpoznawczymi, wpisującymi się zresztą w kanon „urody” promowany przez wszelkiego rodzaju miesięczniki dla kobiet. Błędy żywieniowe nie były jedynymi jakie popełniała gwiazda. Przez lata unikała również słońca, co w konsekwencji doprowadziło do całkowitego niemal odcięcia od wszelkich źródeł witaminy D. Efekt – Paltrow w wieku 37 lat ma układ kostny starszej pani. Młodo wygląda jedynie z zdjęciach. To najwyraźniej jednak dało jej do myślenia. Oddajmy głos samej Gwyneth, która napisała na swoim blogu (goop.com):

 
„Kilka lat temu miałam bardzo skomplikowane załamanie kości piszczelowej, które wymagało leczenia operacyjnego. Przy okazji wykonano serię badań ortopedycznych, które wykazały że mam początkowe stadium osteopenii. To z kolei skłoniło lekarzy do sprawdzenia u mnie poziomu witaminy D – stwierdzili, że jest on najniższy z jakim kiedykolwiek mieli do czynienia. Powodem tego stanu rzeczy był styl życia aktorki, która zgodnie z zaleceniami środowiska unikała słońca. Zalecono mi  uzupełnienie tego niedoboru poprzez… spędzanie czasu na słońcu. Ja z kolei nie byłam pewna, czy to na pewno bezpieczne, przez lata przekonywano mnie że należy się chronić przed jego zabójczymi promieniami. Nie muszę więc wspominać, że byłam lekko zdezorientowana.
 

Jeśli chodzi o zagrożenia związane z opalaniem,  wszyscy jesteśmy dość dokładnie poinformowani. Myślę więc, że ciekawą rzeczą będzie przytoczenie artykułu doktora Franka Lipmana na temat korzyści wynikających z kontaktu ze słońcem.”

 

Dalej Gwyneth zamieszcza wspomniany artykuł, w którym dr Lipman pisze o dobroczynnym działaniu witaminy D i zaleca m.in. rozsądne, regularne korzystanie z promieni słonecznych.

 

Ciekawe czy ta zmiana nastawienia do słońca, zostanie odnotowana przez prasę kobiecą i jak skomentowana. Jak już wspomnieliśmy, przez lata funkcjonowała jako swoista ikona „zdrowego” stylu życia, przy czym określenie „zdrowego” nie bez powodu zostało wzięte w cudzysłów. Fascynacja trupiobladą cerą i wychudzoną sylwetką to domena czasopism, które promują lansowany przez koncerny kosmetyczne typ nowoczesnej kobiety. Czy teraz odważą się pójść pod prąd i promować coś dokładnie przeciwnego? Byłoby to nie tylko działanie dla dobra społecznego ale i również rzeczowy przekaz informacji naukowych, dzięki którym moglibyśmy stać się po prostu zdrowsi. Paradoksalnym w tym wszystkim jest to, że pomimo kampanii antysłonecznych z okładek żurnali nadal patrzą na nas złotobrązowe modelki będące obrazem zdrowia. Czy ten brąz pochodzi zawsze promowanej przez przemysł kosmetyczny "zdrowej" tubki? Tego nie można być pewnym. Pewne jest jednak to, że samoopalacze wysuszają skórę i prowadzą do przedwczesnego się jej starzenia. Mało kto jednak o tym wie i dlatego na razie jeszcze wszystko się jakoś kręci. Podobnie mało kto wie, że kosmetyki na plażę z filtrem UV blokują tylko UVB uniemożliwiając w ten sposób korzystanie z dobrodziejstw płynących z kontaktu ze słońcem. W tym samym czasie kosmetyki te umożliwiając dużo dłuższy czas ekspozycji bez poparzeń doprowadzają do gigantycznego przedawkowania UVA odpowiedzialnego za zniszczenia naszej skóry. Przedwczesne starzenie i zmiany DNA podwyższające ryzyko nowotworów to cena, którą płaci ktoś kto wierzy w taki kosmetyk i kampanie koncernów kosmetycznych. To kolejny paradoks oparty na braku wiedzy na temat zjawisk zachodzących w skórze podczas opalania się. Ile potrwa edukacja społeczeństw? Tego nie wiemy, mamy jednak nadzieję, że nasza praca w obronie słońca nie pójdzie na marne i odpowiedzialne za kampanie antysłoneczne środowiska zaczną brać ludzi i ich zdrowie bardziej na poważnie.     

 
Pytań jest więcej. Na ile trwała jest metamorfoza Gwyneth? I czy zostanie w ogóle potraktowana poważnie, czy po prostu jako kolejna fanaberia? Czy obejmie również kwestie  żywieniowe, czy aktorka która chce uchodzić za ikonę zdrowia nadal promować będzie głodówki i zniechęcać do jedzenia nabiału i czerwonego mięsa?  Warto w tym miejscu wspomnieć, że całkiem niedawno w jednej z amerykańskich klinik przebywała na leczeniu z powodu problemów z układem pokarmowym…


Jedno jest pewne – zmiana nastawienia do słońca to dowód na to, że głos rozsądku może popłynąć również ze środowiska, które do tej pory kojarzyło się z totalnym ogłupieniem. I można mieć nadzieję, że zapatrzone w swą idolkę fanki też swój rozsądek uruchomią, podobnie jak niektóre koleżanki po fachu.


Niestety, moda na głodówki, wszelkiego rodzaju „detoksy” i jednostronne diety wciąż jest żywa, mimo ostrzeżeń dietetyków, którzy twierdzą że dobra dieta powinna być możliwie jak najbardziej zróżnicowana. Podobnie na popularności nie traci niestety strach przed „zabójczym” wpływem słońca. To że jedna czy druga hollywoodzka aktorka pada ofiarą tych bzdur, można jeszcze przeboleć. Można powiedzieć że same sobie są winne. Gorzej że stają się wzorem dla milionów młodych kobiet, które idąc w ich ślady również robią sobie krzywdę – tylko że te dziewczyny z reguły nie mają aż takich możliwości (przede wszystkim finansowych) by skutecznie leczyć skutki głupio niezdrowego stylu życia.


Źródła:


goop.com
www.diet-blog.com

 


Tematy: