opalaniesolariumo nasksięga gościwspółpracanapisz do naskontakt

Opalanie dozwolone i wskazane!

Każdej wiosny i każdego lata jesteśmy zasypywani mnóstwem informacji na temat szkodliwości słońca i opalania. Za główny straszak niezmiennie służy tu rak skóry i jej starzenie się. Zazwyczaj informacje te są bardzo jednostronne, skupiają się wyłącznie na negatywnych stronach działania ultrafioletu, o pozytywnych stronach kontaktu ze słońcem wspomina się bardzo rzadko albo wcale. Coraz głośniej słychać jednak również trzeźwe głosy ludzi, którzy na sprawę spoglądają nieco bardziej obiektywnie. Cieszą zwłaszcza te opinie, które poparte są naukowym autorytetem z dziedziny, której rzecz bezpośrednio dotyczy. Jednym z takich głosów jest książka „Zonnen mag!” doktora Hana van der Rhee, znanego holenderskiego dermatologa.

 

Tytuł w tłumaczeniu na język polski brzmi „Opalanie dozwolone”. W oryginale – po holendersku – brzmi to znacznie bardziej prowokacyjnie niż po polsku, te dwa słowa wystarczą, by nawiązanie do kampanii antysłonecznych było wyraźnie czytelne. Han van der Rhee opisuje w bardzo przystępny sposób zarówno negatywne, jak i pozytywne aspekty działania ultrafioletu. Pisze o znanych od dawna efektach – czyli wpływie na układ kostny i mięśniowo-szkieletowy, o leczeniu niektórych schorzeń skóry (egzema, łuszczyca) i walce z sezonowymi wahaniami nastroju i depresją. Nie zabrakło również wyników nowszych badań, które wykazały, że produkowana pod wpływem słońca witamina D ma kluczowy wpływ na odporność organizmu, zabezpieczając go przed wieloma groźnymi chorobami, również nowotworowymi. Oczywiście autor poświęcił również sporo miejsca zagrożeniom wynikającym z nieodpowiedzialnego obchodzenia się z promieniami słonecznymi, w tym przede wszystkim ich przedawkowania.


 W książce wyniki badań naukowych urozmaicane są opowieściami z bogatej praktyki autora, anegdotami i rysunkami. Główne przesłanie zaś można streścić w zdaniu: „Słońcem można i powinno się cieszyć, pod warunkiem, że robi się to w zdrowy i odpowiedzialny sposób”. W ciągu pierwszych trzech miesięcy książka spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem czytelników oraz praktycznie wszystkich mediów w Holandii. Niemałe znaczenie miała w tym przypadku osoba samego autora.


O autorze


 Han van der Rhee to lekarz dermatolog z 31-letnią praktyką. Od 1989 roku był również aktywnym członkiem wszelkiego rodzaju doradczych komitetów medycznych zajmujących się ustalaniem dyrektyw w zakresie diagnostyki, leczenia i prewencji raka skóry. Jest między innymi doradcą Narodowej Fundacji Raka, gdzie łączy długoletnią praktykę pracy z pacjentami i doświadczenie akademickie. Jego praca dla fundacji zaowocowała wieloma specjalistycznymi publikacjami na temat raka skóry, promieniowania słonecznego i zależności między nimi.

 

 Swoistym podsumowaniem jego dotychczasowej działalności jest właśnie książka, o której mowa. W tym artykule znajdą Państwo jej swoiste streszczenie. Jak już wspominaliśmy, publikacja ukazała się dotychczas wyłącznie w rodzimym języku autora, jednak jak zapewniają koledzy z European Sunlight Association, wkrótce zostanie przetłumaczona na język angielski.


Wstęp


We wstępie do książki autor pisze o motywacji – zarówno osobistej, jak i naukowej – która popchnęła go do jej napisania. Warto przypomnieć, że w roku 1989 wziął on udział w przygotowaniu kampanii informacyjnej krytykującej opalanie, potem przez wiele lat publicznie ostrzegał przed szkodliwym działaniem słońca. Jednak intensywna praktyka w pracy z pacjentami, a także analiza nowszych doniesień naukowych skłoniła go do zweryfikowania spojrzenia na problem promieni UV w naszym życiu.

 

Rozdział I
Dobre wieści dla słońca


  Ten rozdział rozpoczyna się autentyczną historią z kariery naukowej autora. Ze względu na opublikowane przez niego artykuły o pozytywnym działaniu słońca został zaproszony w 2008 roku do wygłoszenia odczytu dla Holenderskiej Akademii Dermatologii na temat „kontrowersji wokół roli promieni UV i raka”. Efekt odczytu był podobny do rzucenia klątwy w kościele. Można to porównać do sytuacji Barry’ego Marshalla, który spotkał się początkowo ze swoistym ostracyzmem i kpinami, kiedy upublicznił swoje odkrycie, że wrzody żołądka są efektem działania bakterii Helicobacter pylori, a nie stresu.


 Autor przypomina, że w 1941 roku amerykański epidemiolog Frank Apperly odkrył, że wskaźnik umieralności z powodu nowotworów w USA maleje w miarę przesuwania się z północy na południe. Zasugerował wówczas, że światło słoneczne może działać prewencyjnie w tym przypadku i uodparniać mieszkańców regionów mocniej nasłonecznionych na choroby nowotworowe. Z kolei w 1956 roku australijski epidemiolog wykazał, że w silnie nasłonecznionych rejonach Australii liczba śmiertelnych przypadków czerniaka jest wyższa niż w tych mniej nasłonecznionych. I o ile pierwsze z wymienionych odkryć zostało niemal całkowicie zapomniane, drugie urosło do rangi dogmatu. Warto dodać, że nikt nie zadał sobie trudu porównania sytuacji demograficznej Australii i USA.


 W dalszej części rozdziału van der Rhee wyczerpująco opisuje wszystkie aktualne wyniki badań, potwierdzające w sposób nie budzący wątpliwości pozytywny wpływ słońca na prewencję antyrakową. Podaje też wiele przykładów z własnej praktyki – historie pacjentów, którzy wyrządzili sobie krzywdę, unikając słońca, bądź takich, którzy skorzystali na przezwyciężeniu irracjonalnego strachu przed jego promieniami.


 Autor konkluduje, że promienie słoneczne są decydującym czynnikiem w prewencji między innymi takich odmian nowotworów jak rak prostaty, jelita czy piersi – które razem powodują 20 razy większą śmiertelność niż rak skóry. Autor sugeruje zatem, że informacje docierające do opinii publicznej powinny raczej zachęcać do kontaktu ze słońcem, niż ostrzegać przed nim.

 

Rozdział 2
Więcej dobrych wiadomości


  Ten rozdział autor poświęcił dobrze znanym pozytywnym aspektom działania ultrafioletu na zdrowie człowieka. Między innymi na układ kostny i mięśniowy. Znalazły się tu również informacje o oddziaływaniu światła na samopoczucie oraz leczniczym działaniu w przypadku niektórych rodzajów depresji. Nie zabrakło wyników najnowszych badań na temat zależności między promieniami ultrafioletowymi, syntezą witaminy D i stwardnieniem rozsianym. Podobnie jak w poprzednim rozdziale wyniki badań poparte zostały doświadczeniami z własnej praktyki. Oto jedna z opisanych historii:

 

W 1997 roku odwiedziła mnie pani C. Miała wówczas 73 lata. Powodem wizyty były brązowe plamki na czole, które ją zaniepokoiły. Powiedziałem, że są to niegroźne znamiona, zupełnie normalne w tym wieku u osoby, która miała kontakt ze słońcem, jednak istnieje niewielka szansa, że nie leczone przerodzą się w kolczystokomórkowego raka skóry. Znamiona zlikwidowałem przy pomocy ciekłego azotu. Zniknęły, nie pozostawiając żadnych blizn, to był standardowy i bezpieczny zabieg, jakich wiele.

 W 2007 roku spotkałem ją znowu, tym razem miała niewielki guz na twarzy. Był to rak podstawnokomórkowy, niegroźny nowotwór skóry. Został wycięty z miejscowym znieczuleniem, z bardzo dobrym efektem kosmetycznym.
 Jakiś czas później podczas rozmowy panią C. dowiedziałem się, że w 1993 roku złamała sobie lewe przedramię. W 2006 złamała sobie prawe ramię, lekarz po przeprowadzeniu badań przepisał jej wapń i tabletki przeciwko utracie masy kostnej. W 2007 złamała sobie ponownie lewe przedramię, mimo że nie nastąpił żaden poważny uraz. Wiosną 2008 roku zaczęła cierpieć na bardzo poważne bóle pleców. Prześwietlenie wykazało, że powodem było pękanie kręgów w kręgosłupie. Jej wzrost zmniejszył się o 20 cm w stosunkowo krótkim czasie. Została skierowana do specjalisty od chorób wewnętrznych, który stwierdził we krwi zatrważająco niski poziom witaminy D i zalecił zażywanie tabletek ją zawierających.

 

Kiedy zapytałem panią C., kiedy ostatnio przebywała na słońcu, przyznała że od 1997 roku (czyli od czasu wizyty, podczas której zlikwidowałem jej znamiona na czole) całkowicie unikała słońca powodowana strachem przed rakiem skóry. Przeczytała gdzieś, że od raka kolczystokomórkowego można umrzeć. Przez dziesięć lat żyła jak kret chowający się przed słońcem, pogłębiając w ten sposób deficyt witaminy D i tym samym problemy z układem kostnym.

 
Rozdział 3
Światło słoneczne i rak skóry

 

 W tym rozdziale Han van der Rhee opisuje różne rodzaje raka skóry i ich związek z naświetlaniem promieniami UV. Rozpoczyna anegdotą ze swojej praktyki:

 

 W latach dziewięćdziesiątych ze względu na moje publiczne zainteresowanie tematem opalania i wszystkim, co z tym związane, byłem zapraszany do wygłaszania odczytów na temat raka skóry i światła słonecznego. Wiele razy zapraszały mnie różne organizacje kobiece – zarówno katolickie, jak i protestanckie. Zazwyczaj oczekiwano ode mnie, że będę występował przez cały wieczór za wynagrodzenie równe butelce wina. Czasami ciężko było przykuć uwagę słuchaczy, jednak odkryłem, że pomaga w tym przypadku pokazanie okropnych zdjęć ze zmianami skórnymi, znamionami, nowotworami itp. Kiedy zapadała cisza, po chwili zaczynałem swoje wystąpienie dwiema przemawiającymi do wyobraźni historiami.
 

Pierwsza z nich dotyczyła mężczyzny po sześćdziesiątce, który dorabiał sobie sprzedażą książek i magazynów, chodząc od domu do domu. Biznes szedł dobrze, dopóki jego twarz nie pokryła się okropnymi znamionami. Praktycznie połowa jego twarzy wykazywała początki raka skóry. Badania wykazały jednak, że były to niegroźne nowotwory podstawnokomórkowe. Leczenie obejmujące operacje, naświetlania i terapię ciekłym azotem dało zadziwiająco dobre rezultaty – po chorobie nie pozostał żaden ślad. Można się spodziewać, że sprzedaż książek wzrosła radykalnie.
 

Druga historia opowiadała o kobiecie, młodej matce, która zauważyła u siebie małe brązowe znamię na prawej nodze, nie różniące się jakoś szczególnie od pozostałych znamion. Zostało jednak wycięte i okazało się, że był to czerniak. Po jakimś czasie konieczny był kolejny zabieg w tym miejscu. Efekt kosmetyczny był bardzo dobry, po znamieniu nie został ślad i wydawało się, że sytuacja została opanowana. Rok później wykryłem podejrzany węzeł chłonny w jej prawej pachwinie. Okazało się, że to przerzut z czerniaka – rok później kobieta już nie żyła. To było wstrząsające doświadczenie dla dermatologa, który w swojej praktyce nieczęsto spotyka się z przypadkami śmiertelnymi.
 

Te historie zawsze odnosiły zakładany efekt – przykuwały uwagę słuchaczek, które od tej pory koncentrowały całą swą uwagę na tym, co miałem do powiedzenia.

 
Te historie pokazują, jak ciężko jest mówić o raku skóry „generalnie” – jak to często ma miejsce we wszelkiego rodzaju mediach. W tym przypadku wyróżniamy trzy rodzaje nowotworów, które różnią się zarówno wyglądem, jak i stopniem zagrożenia, jakie stwarzają.


Czerniak (ok. 8% przypadków raka skóry) jest efektem nieregularnego opalania, zwłaszcza kiedy mamy do czynienia z okazjonalnymi poparzeniami. Regularne opalanie nie stwarza zagrożenia czerniakiem, niektóre badania pokazują nawet, że zmniejsza ryzyko. Osoby pracujące na zewnątrz, często eksponując swoją skórę na promienie ultrafioletowe, zmniejszają ryzyko zapadnięcia na tę chorobę. Marianne Berwick, profesor Uniwersytetu New Mexico, odkryła, że pacjenci z czerniakiem, którzy wcześniej opalali się regularnie, mają większe szanse przeżycia niż ci, którzy słońca unikali. To odkrycie potwierdzały również inne grupy badawcze na całym świecie. Co więcej – pacjenci, u których zdiagnozowano chorobę pod koniec lata (kiedy poziom witaminy D w organizmie jest wysoki), mieli nieznacznie, ale odczuwalnie większe szanse na wyleczenie niż zdiagnozowani pod koniec zimy (kiedy poziom witaminy jest niski). Czerniak jest najbardziej agresywnym z nowotworów skóry – około 18% pacjentów nim dotkniętych umiera. Wczesne wykrycie i rozpoczęcie leczenia jest kluczowe dla dobrych rokowań w tym przypadku.

 
Rak kolczystokomórkowy (około 10% przypadków nowotworów skóry) może być efektem regularnego i długotrwałego kontaktu z promieniami UV. Dotyka on często ludzi, którzy są narażeni na długotrwały kontakt ze słońcem w związku z wykonywaną profesją. Ten rodzaj nowotworu jest stosunkowo nieszkodliwy. Tylko w 3% przypadków mamy do czynienia z przerzutami – dotyczy to w większości sytuacji, gdy pacjent ma poważnie obniżoną odporność lub gdy choroba zostaje odkryta w bardzo zaawansowanym stadium.


Rak podstawnokomórkowy (około 80% przypadków) jest związany z nieregularnym opalaniem, rzadziej jest efektem regularnego korzystania z kąpieli słonecznych. Generalnie jest to nowotwór nieszkodliwy. Aby to potwierdzić, van der Rhee przeprowadził ciekawy eksperyment: Zadał 30 dermatologom serię pytań. Pierwsze – jeśli mieliby już zachorować na jakikolwiek nowotwór, jaki by wybrali? Drugie – czy woleliby zachorować na raka podstawnokomórkowego czy na cukrzycę lub nadciśnienie? W obu przypadkach wybór padł na raka podstawnokomórkowego. Znakomita większość dermatologów wolałaby ten nowotwór nawet od tak niegroźnych chorób jak egzema czy łuszczyca. Jedna trzecia z nich wybrałaby ten rodzaj raka nawet w porównaniu z większą brodawką. To z pewnością daje pojęcie o nieznacznej szkodliwości najczęściej występującego raka skóry.

 

Rozdział 4
Inne negatywne skutki opalania

 

 Ten rozdział poświęcony został innym niż rak skóry negatywnym aspektom opalania – głównie starzeniu się skóry. Autor przypomina, że można wyróżnić dwa „rodzaje” starzenia się – wewnętrzne i zewnętrzne. Przybliża czytelnikowi ich istotę, wskazując jednocześnie najważniejsze różnice. O ile nie ulega wątpliwości, że promieniowanie ultrafioletowe przyspiesza starzenie zewnętrzne, o tyle na procesy decydujące o starzeniu wewnętrznym może wpływać pozytywnie – to znaczy opóźniać je. Kluczem jest tu witamina D. Odpowiedni jej poziom zapewnia komórkom skóry właściwe funkcjonowanie i odporność na czynniki potencjalnie szkodliwe. Osoby z niskim poziomem witaminy D we krwi mają skórę średnio ok. 5 lat starszą biologicznie niż te z poziomem odpowiednio wysokim.
 

W tym rozdziale autor przestrzega również przed wszelkiego rodzaju schorzeniami wynikającymi z nieumiejętnego korzystania z promieni słonecznych. Chodzi przede wszystkim o zbyt długie opalanie, mogące skutkować wysypką zwaną słoneczną alergią, a także o alergiczne reakcje skóry wywołane połączeniem działania niektórych kosmetyków i leków z ultrafioletem. Opisuje również poważniejsze schorzenia, których przebieg może zostać zaostrzony przez silne światło słoneczne – porfirie i toczeń rumieniowaty. Nie zapomina o szkodliwym wpływie ultrafioletu na oczy.


Rozdział 5 i 6
Promienie słoneczne i ich działanie.

 

W piątym rozdziale książki znajdujemy informacje na temat słońca, promieni słonecznych i ich klasyfikacji. Znalazło się tu również miejsce na fakty dotyczące urządzeń opalających, emitowanych przez nie promieni i ich działania.


Szósty rozdział poświęcony został w całości mechanizmom, które decydują o pozytywnym bądź negatywnym wpływie promieni słonecznych na organizm ludzki. Mowa tu wszystkich rodzajach promieniowania emitowanych przez słońce. Jeśli chodzi o ultrafiolet, autor wyjaśnia, w jaki sposób promienie te wpływają na wzmocnienie odporności i prewencję przeciwnowotworową. Wiele uwagi poświęcono naturalnie syntezie witaminy D i jej wpływowi na metabolizm człowieka. Jednocześnie autor zaznaczył, że obowiązujące zalecenia odnośnie do jej dawek są nieaktualne. Światło białe (widzialne) opisane jest w kontekście regulowania cyklu dnia i nocy, nie zabrakło informacji o dobroczynnym działaniu promieniowania podczerwonego.


Rozdział 7
Rozsądne korzystanie ze słońca

 

 Ten rozdział rozpoczyna się cytatami z gazet, które w alarmistycznym tonie przestrzegają przed niebezpieczeństwami, jakie niesie ze sobą opalanie czy wręcz nawet samo wystawianie się na działanie słońca. Nie brakuje wśród nich informacji o rozszerzającej się epidemii raka skóry, będącej oczywiście następstwem działania promieni ultrafioletowych. Autor kwestionuje większość z tych informacji, wskazując ich jednostronność i luki merytoryczne.


W dalszej części rozdziału przytacza wiadomości z dziedziny antropologii i archeologii. Przypomina, że praprzodkiem wszystkich mieszkańców naszego kręgu kulturowego i geograficznego był mieszkaniec Afryki – czarnoskóry, podobnie jak obecni rdzenni mieszkańcy tego kontynentu. Migrując na północ (ten proces rozpoczął się ok. 50 – 60 tys. lat temu), człowiek przystosowywał się do panujących warunków, głównie do mniejszego w porównaniu z afrykańskim stopnia nasłonecznienia. W tych nowych warunkach do utrzymania prawidłowego poziomu witaminy D we krwi potrzebna była jaśniejsza skóra. Drogą selekcji naturalnej w zimniejszych rejonach największe szanse przeżycia miały osobniki o jaśniejszej skórze – w drodze ewolucji wykształciły się swoiste „podgatunki” przystosowane do życia w określonym klimacie. Zdaniem antropologów przystosowanie skóry do danego rejonu zajęło naszemu gatunkowi ok. 10 – 15 tys. lat. Nie ma innego wytłumaczenia dla koloru skóry jak właśnie przystosowanie do strefy klimatycznej i stopnia nasłonecznienia – a to z kolei jest nierozerwalnie związane z syntezą witaminy D. Melanina, decydująca o barwie skóry, to swoisty naturalny filtr zabezpieczający przed nadmiarem ultrafioletu. Im mniej dociera go do powierzchni ziemi na danym terenie, tym mniej barwnika mają jego mieszkańcy.


 Jaśnienie skóry było również związane ze zmianą trybu życia człowieka, który coraz częściej krył się we wszelkiego rodzaju wnętrzach – jaskiniach, ziemiankach, szałasach, które z czasem zostały zastąpione przez domy, biura, samochody itp.


 Obecnie chowanie się przed słońcem przybrało formę ekstremalną. Przez cały rok unikamy go mniej lub bardziej świadomie, eksponując jedynie twarz i dłonie. Dopiero gdy przychodzi czas urlopu, wystawiamy na działanie ultrafioletu kompletnie nie przygotowaną do tego skórę, co bardzo często skutkuje po prostu poparzeniem. A okazjonalne poparzenia – zwłaszcza wtórne – to jedna z przyczyn występowania czerniaka.
 

Rozsądne i regularne naświetlanie promieniami UV mogłoby stać się najlepszą formą prewencji antyrakowej – twierdzi Han van der Rhee. Przygotowując skórę w sposób naturalny do kontaktu z promieniami UV, zabezpieczamy ją przed poparzeniem, a tym samym zmniejszamy ryzyko wystąpienia czerniaka. Jednocześnie utrzymujemy (w sposób naturalny) stały, wysoki poziom witaminy D3, korzystając tym samym z wszystkich dobrodziejstw, jakie z tego wynikają – z zapobieganiem groźniejszym nowotworom na czele.
 

W dalszej części rozdziału autor przygląda się bliżej rzekomej epidemii raka skóry. Rosnące statystyki dotyczące diagnozowania tej choroby są faktem, ale – podkreśla van der Rhee – wiele wskazuje na to, że statystyki nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Istnieje wiele dowodów na to, że rak diagnozowany jest zbyt często. Niebagatelne znaczenie ma tu przewrażliwienie samych pacjentów, którzy karmieni kolejnymi ostrzeżeniami w każdym nowym znamieniu są skłonni dostrzegać zagrożenie nowotworem. Na to nakłada się niewiedza, zła wola bądź zwyczajna pazerność samych dermatologów, którzy dla świętego spokoju bądź z chęci zysku (za leczenie płaci pacjent bądź jego firma ubezpieczeniowa) usuwają niegroźne znamiona, wcześniej fałszywie zdiagnozowane jako początkowe stadium nowotworu.


Wiedza zamiast propagandy

 
Podsumowanie książki „Opalanie dozwolone” można zawrzeć w dwóch zdaniach: „Korzystajmy ze słońca mądrze, unikając poparzeń – jest to zdrowe i przyjemne. Jeśli zauważymy podejrzane znamiona – skonsultujmy to z lekarzem”. Cóż można dodać? Chyba nic. Oby publikacji tego rodzaju przybywało i spotykały się z dobrym przyjęciem czytelników i mediów. Nie ma wątpliwości, że ludziom po prostu brakuje wiedzy na temat korzystania z jednego z największych dobrodziejstw, jakie jest nam dane. I zamiast tej wiedzy – w postaci całkowicie obiektywnych informacji i faktów – otrzymują jednostronną propagandę, którą sprowadzić można do zdania „Unikaj słońca zawsze i wszędzie”. Efekty widać – część osób tą propagandą w ogóle się nie przejmuje, opalając się z naruszeniem wszelkich zasad bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku. Inna część unika za wszelką cenę promieni słonecznych, odcinając się tym samym niemal całkowicie od naturalnego źródła witaminy D, przy okazji nabijając kiesę głównym beneficjentom całej sytuacji oraz cichym autorom całej akcji propagandowej. Miejmy nadzieję, że rozsądek w końcu zwycięży.


Michał Domański


Opracowano na podstawie materiałów European Sunlight Association


Tematy: