opalaniesolariumo nasksięga gościwspółpracanapisz do naskontakt

ICP 2009 - Więcej słońca w rozsądnej dawce!

Rozgorzały dyskusje o słońcu i jego wpływie na życie i jak widać zdrowie naszej planety. Nie tylko niemieccy politycy przyłączyli się do dyskusji, wprowadzając chyba zbyt pochopnie w życie nową ustawę o korzystaniu ze sztucznego słońca, ale również naukowcy z całego świata ponownie dyskutują o wadach i zaletach promieni słonecznych. Podczas rocznego kongresu w Dusseldorfie, w którym udział wzięło ponad 500 osób, fotobiolodzy z całego świata przez 5 dni debatowali, między innymi, o wadach i zaletach naturalnego i sztucznego słońca. Dyskutowano zarówno o życiodajnej i uzdrawiającej mocy słońca, jak i również o wszechstronnym oddziaływaniu słonecznej witaminy D. Z drugiej strony w centrum dyskusji stało wzrastające zagrożenie rakiem skóry.


Amerykański naukowiec, ekspert badań nad promieniami słonecznymi i witaminą D, prof. Michael F. Holik zaprezentował w bardzo wyjątkowy i ciekawy sposób najnowsze wnioski dotyczące roli słońca i idącej z min w parze witaminy D. Jak się okazuje ma ona wpływ na wszystkie komórki naszego ciała. Niedobór witaminy D zwiększa ryzyko zachorowania na wiele z powszechnie znanych chorób cywilizacyjnych takich jak: osteoporoza, cukrzyca, nadciśnienie, zawały serca i inne dolegliwości sercowo-naczyniowe, choroby psychiczne, oraz wszelakie odmiany raka. Jego osobista rada: więcej słońca, ale zawsze z głową.


Rewers medalu słonecznego zaprezentował niemiecki dermatolog dr Reiger Greinert. Każdy promień słońca na skórze to wpłata na słoneczne konto, które z chwilą zapełnienia, prowadzi do raka skóry. Zachorowalność na raka skóry w ubiegłych 50 latach niezmiennie rosła, a winne są temu, zdaniem Greinerta, prawie wyłącznie słońce i solaria.


Tym doniesieniom zdecydowanie zaprzeczył norweski naukowiec, fizyk prof. Johan Moan. Na podstawie wyników wielu badań naukowych udowodnił on, że ludzie spędzający wystarczająco dużo czasu na słońcu, gwarantującym im dostateczny i stale wysoki poziom witaminy D, nie tylko chronieni są przed wieloma chorobami, ale również lepiej radzą sobie w walce z ewentualnym nowotworem. Dodatkowo żyją oni dłużej aniżeli ci, którzy słońca unikają pozbawiając się tym samym naturalnej witaminy D. To właśnie brak kontaktów ze słońcem w ostatnich latach, jest jego zdaniem powodem zwiększenia się zachorowalności na wszystkie choroby z nowotworami włącznie. Zatrważająca jest również ilość czasu, jakie dzisiejsze społeczeństwo, szczególnie młodzież, spędza w domach przed komputerem lub telewizorem. To właśnie w tym, jego zdaniem, dermatolodzy powinni szukać powodów rosnącej liczby zachorowań na nowotwory.

 

Kongres zrobił na publiczności wielkie wrażenie:


Głos publiczności: Wykład Michaela Holicka, sprawił mi sporą przyjemność. Jest on bardzo znanym i poważanym naukowcem, pomimo to wprowadził słuchaczy w temat w bardzo zabawny sposób. Jego argumentacja była bardzo jasna, rzeczowa i logiczna i dlatego uważam, że jego wykład był bardzo dobry.


Prof. Michael f. Holik, przez długi czas atakowany przez dermatologów, uchodzi, po niezliczonych badaniach naukowych i maratonach wspaniałych wykładów, za największy światowy autorytet w spawach związanych z witaminą D. Nawet zagorzali przeciwnicy z obozu dermatologicznego uważają go dzisiaj za autorytet w swojej dziedzinie i jak widać coraz chętniej cytują.


To właśnie on mówi nam jasno o tym, w czym tkwi sedno sprawy:


M. Holick: 50% ludności ziemi cierpi na niedobory witaminy D i my uważamy, że ma to poważny wpływ na ich zdrowie. Na zdrowie dzieci i dorosłych, w tym samym stopniu.


Pytanie kluczowe brzmi więc: Jak do tego dochodzi?


M. Holick: Najważniejszy powód tego stanu rzeczy to niedobór słońca. Ludzie, w kwestii zaopatrzenia w witaminę D, zawsze mogli polegać na słońcu. Sytuacja zmieniła się diametralnie 40 lat temu, kiedy to zaczęto odradzać wszelkich kontaktów ze słońca. To decydujący powód katastroficznego w swoich skutkach niedoboru słonecznej witaminy D3 wynikającej z braku wystarczająco częstych kontaktów naszej skóry z ultrafioletem.


Skoro problem jest tak poważny, to, dlaczego witamina D nie gra roli w gabinecie lekarskim, a dermatolodzy traktują je jak wroga?


M. Holick: Dzisiaj każdy, nawet lekarze, na hasło „brak witaminy D”, myśli natychmiast i wyłącznie o dzieciach i krzywicy. Krzywicy w zasadzie już nie ma, więc ludzie nie zastanawiają się nad dalszymi konsekwencjami niedoboru tej naturalnej witaminy. Nie mogą więc też zrozumieć, w jaki sposób witamina D może zmniejszyć ryzyko zawału serca o 50%, podobnie zmniejszają znacznie ryzyko zachorowania inne na popularne odmiany bardzo groźnych nowotworów takich jak: jak rak jelita, prostaty, czy piersi. Tu mówimy również o 50%. W przypadku infekcji wraz z takimi jak grypa dochodzimy nawet do zmniejszenia ryzyka o 90%. Przy cukrzycy typu 1 i 2 otrzymujemy równie wysoka liczbą 78%.


Czy zatem witamina D nie byłaby dobrym wkładem w ratowanie naszego systemu opieki zdrowotnej?


M. Holick: Trzeba zauważyć, że jeden z najważniejszych hormonów dostarczany jest zupełnie za darmo - poprzez słońce. Trzeba jednak umieć z tego zjawiska korzystać. Dobroczynny wpływ słońca nie oznacza tego, że powinniśmy się na nim smażyć! Znaczy to zaledwie tyle, by w okresie wiosny i lata, między godziną 10 i 15, opalać się 15 minut z odkrytymi nogami i ramionami. To należy czynić kilka razy w tygodniu, bo właśnie tyle słońca potrzebujemy życia, czyli, do pokrycia naszego zapotrzebowanie z witaminę D.


A co zimą, kiedy naturalne słońce nie może pokryć naszego zapotrzebowania na witaminę D? Czy solarium może uzupełnić tą lukę?


M. Holick: Odkryliśmy, że zarówno młodzi zdrowi ludzie jak i dorośli, którzy zimą raz w tygodniu odwiedzali solarium, posiadali we krwi przez cały rok odpowiedni poziom  witaminy D. Ponad to wykazywali większą gęstość kości. W odróżnieniu od porównywalnej grupy ludzi, którzy nie odwiedzali solarium.


Pozostaje pytanie: ile słońca człowiek potrzebuje do życia?


M. Holick: Jak zawsze w życiu najważniejszy jest umiar. Moje przesłanie brzmi: nigdy oparzeń słonecznych. Nie smażyć się na słońcu.

I o tym powinniśmy zawsze pamiętać...


M. Holick: Unikanie słońca niczego dobrego w nasze życia nie wnosi, powinniśmy zawsze propagować rozsądny pobyt na słońcu. Ja robię to od ponad 30 lat.


Czy pobyt na słońcu nie prowadzi do raka skóry, również do groźnego czerniaka?


M. Holick: Według mojej wiedzy, naukowcy nie posiadają żadnych wiarygodnych dowodów na to, że rozsądne opalanie w jakikolwiek sposób może prowadzić do podniesienie się ryzyka zachorowania na czerniaka ponad liczbę, jaką statystyki uznają jako średnią. Ponadto ludzie, którzy pracują na zewnątrz, mają nie tylko wystarczający poziom witaminy D, ale również znacznie mniejsze ryzyko pojawienia się tej groźniej choroby. Badania dowiodły, że ludzie mający częsty kontakt ze słońcem obniżają tym samy swoje ryzyko zachorowania na nowotwory z czerniakiem włącznie.


Czy słońce jest, zatem przyjacielem, czy raczej wrogiem człowieka?


M. Holick: Dzisiaj już wiemy: umiarkowane opalanie ogranicza ryzyko wielu śmiertelnych nowotworów, infekcji, chorób układu odpornościowego, nadciśnienia, chorób serca, zawałów, wylewów, a nawet demencji starczej i schizofrenii. Przesłanie jest więc bardzo jasne. Światło słoneczne jest naszym przyjacielem. Pod warunkiem, że będziemy z niego korzystać rozsądnie.


Dermatolog, dr Greinert argumentuje powszechnie przyjętą zasadą uzasadnionej wątpliwości:


Dr Greinert: Nie mam nic przeciwko temu, by okazało się, że słoneczna witamina D hamuje rozwój raka. Fakt, że w wielu narządach, na powierzchni komórek znajdujemy receptor witaminy D wskazuje na to, że witamina D3 może grać o wiele większą rolę niż tylko dotychczas przyjmowany jej wpływ na rozwój kości. Dyskusje i badania na ten temat trwają i obawiam się, że do ich upublicznienia przez nasze środowisko upłynie jeszcze wiele wody w Renie.


Czy zdaniem dermatologów powinno się ludziom zabronić słońca?


Dr Greinert: Nigdy nie powiedzieliśmy, że ludzie mają spędzać jeszcze mniej czasu na słońcu. Mówimy tylko, a jest to bardzo wyważona informacja, wychodź tak często na słońce, by zyskać go tyle, ile dla twojego organizmu jest faktycznie niezbędne. I to, naszym zdaniem, jest właśnie te sławne 15 minut spaceru w południe w słoneczny dzień. I na razem możemy powiedzieć tylko tyle, opierając się również na tym, co wiemy i na tym, co M. Holick dzisiaj podkreślał. Jest on przecież kimś, kto rzeczywiście wie, o czym mówi i jego opinia jest dla nas wszystkich ważna.


Profesor Johan Moan, z wykształcenia fizyk, zajmuje w niektórych kwestiach jeszcze bardziej zdecydowane stanowisko. Jego badania potwierdzają, że słońce przedłuża życie, a solaria są bardzo dobrym źródłem witaminy D, szczególnie w okresie zimowym.


Prof. Johan Moan: Poprzez swoje badania odkryliśmy, że niedobór witaminy D wiąże się z ryzykiem 13 najbardziej rozpowszechnionych odmian raka. Rzeczywiście wynika z tego jasno, że niedobór witaminy D jest faktorem zwiększający ryzyko powstania nowotworów. A więc słońce może powodować raka skóry, słońce może też tej chorobie w naturalny sposób zapobiegać.


Czy solaria to część problemu, czy raczej możliwość jego rozwiązanie?


Prof. Johan Moan: Obie opcje są prawdziwe. Rozsądnie używane solaria byłyby zimą bardzo dobrą rzeczą. Najlepsze dla naszego zdrowia byłoby równomierne zaopatrzenie organizmu w witaminę D i to przez cały rok. Właściwie używane łóżka solaryjne byłyby dobry sposobem na osiągnięcie właśnie takiego stanu rzeczy.


Apel prof. Moana do publiczności brzmiał: „więcej słońca w rozsądnej dawce”.


Red. zdrowe-opalanie.pl

 


Tematy: