opalaniesolariumo nasksięga gościwspółpracanapisz do naskontakt

Opalanie, słońce i solarium

Czym tak naprawdę jest opalanie? Co sprawia, że niemal każdy człowiek szuka kontaktu ze słońcem, czy też odwiedza solarium? Czy chodzi tylko o brąz, czy może powodów jest więcej i są one znacznie poważniejsze niż tylko poprawa wyglądu?
opalanie

Opalanie to proces, który każdy z nas zna od dziecka. Nikt nie dziwi się temu, że nasza skóra podczas ekspozycji na słońce (nazywanej po prostu „opalaniem się”), staje się automatycznie brązowa. Aby poprawić swój wygląd opalamy się na plaży, w solarium, nad rzeką oraz wszędzie tam gdzie możemy oczekiwać słońca. Opalanie stało się z biegiem czasu nawet modne, obecnie to coś powszechnego, normalnego. Nikogo nie dziwi już opalanie dzieci hasających nago po plaży. Czy robimy to naprawdę tylko po to, aby lepiej wyglądały? Czy nasz kontakt ze słońcem to oby na pewno tylko świadome opalanie się na brązowo? Na czym polega ta świadomość? Z jednej strony opalanie prowadzi do brązowienia się naszego naskórka, z drugiej opalanie się, to nic innego, jak wywołanie szeregu bardzo pozytywnych i potrzebnych nam do życia procesów hormonalnych. Ich prekursorem są niewidoczne gołym okiem promienie ultrafioletowe, czyli w skrócie UV. Ich wpływ na nasz organizm jest tak duży, że trudno go kilkoma zdaniami określić. Może pozostańmy na początek przy najważniejszym - bez promieni ultrafioletowych nie potrafilibyśmy ani żyć, ani pozytywnie się rozwijać.

Opalanie i jego skutki

Opalenie to nie tylko brąz. Opalanie to również dobre samopoczucie, dobry humor, podnoszenie odporności naszego organizmu i szereg przemian niezbędnych do prawidłowego rozwoju, zdrowia jak i naszej egzystencji. Opalanie można w skrócie nazwać najszybszą i najprostszą drogą do hormonu szczęścia, czyli endorfiny, o której istnieniu dowiedzieliśmy się dzięki takim naukowcom jak Friedrich Wolff. To jeden z prekursorów nowoczesnej fotomedycyny. W jego pracy najważniejszym ze zjawisk było nasłonecznianie, czyli czynność, którą potocznie określamy jako „opalanie się”. Jemu też zawdzięczamy pierwsze solarium, które w owych czasach nie służyło do opalania nie w celach kosmetycznych, lecz zdrowotnych.

Opalanie i ewolucja

Nie przez przypadek przez wiele tysięcy lat ludzie uważali Słońce za boga. Nie przez przypadek niedziela w wielu starych językach świata oznacza „dzień słońca”. Ludzie wiedzieli zawsze o tym, że łączy ich bardzo silna więź z naszą gwiazdą. Słońce uważane jest od wielu tysięcy lat za matkę życia na ziemi. Dzięki niemu, bowiem i zjawisku fotosyntezy ewolucja przybrała taki kształt, jaki ma dzisiaj, a nasz gatunek może cieszyć się zdrowiem, czerpiąc z niej życiodajną energię. Opalanie się, czy to świadome czy też nie, towarzyszyło naszemu gatunkowi od wielu tysięcy lat. Na przestrzeni tysiącleci przystosowaliśmy nawet kolor naszej skóry do szerokości geograficznej, pod którą żyjemy. Im więcej słońca tym ciemniejsze skóra, i jednocześnie większa ochrona przed nadmiarem niewidocznych, ale jakże ważnych promieni ultrafioletowych. To właśnie dzięki nim opalanie i idące z nim parze przyciemnianie naszej skóry staje się możliwe. W taki oto sposób natura przystosowała ludy wędrujące do ich egzystencji w innych warunkach klimatycznych. Umożliwiała np. mieszańcom krajów Skandynawii - poprzez jasną karnację, i tym samym mniejszą ochronę skóry przed UV - lepszą możliwość syntezy witaminy D. To nie przez przypadek mieszkańcy Anglii czy Irlandii niemal pozbawieni są genetycznie mechanizmu produkcji pigmentu (chroniącego w tak dobry sposób np. przedstawicieli rasy czarnej przed nadmiarem słońca). Tam gdzie słońca nie ma za wiele trzeba wykorzystać każdy jego promyk. Na drodze ewolucji Celtowie, ludy zamieszkujące zimne, mało nasłonecznione i zarazem bardzo mgliste części naszej ziemi zostali przystosowani do czerpania życiodajnej energii słońca w sposób, jaki można byłoby dziś nazwać wybieleniem. Ludziom zamieszkującym Środkową Europę - a więc strefę klimatyczną, w której dochodzi na przestrzeni jednego roku do dużych wahań nasłonecznienia związanych z porą roku, natura pozostawiła mechanizm umożliwiający czasowe przystosowanie się do zmiany pogody. Mechanizm ten można nazwać zjawiskiem, melanogenezy, a więc czasowego przyciemniania się naszej skóry pod wpływem stosunkowo silnej ekspozycji na słońce. Drugim, mniej spektakularnym zjawiskiem towarzyszącym opalaniu jest powstawanie niewidocznego zgrubienia naskórka, czyli modzelu świetlnego. Powstaje on głównie na wskutek oddziaływania promieni UVB i chroni w jeszcze lepszy sposób przed nadmiarem słońca. Warto o tym pamiętać przygotowując skórę do urlopu – jeżeli chcemy by był on wolny od stresu i poparzeń słonecznych. To właśnie poparzenia, są jedynym faktycznym niebezpieczeństwem związanym nie tyle ze słońcem, co z jego nadmiarem. Nikogo to jednak nie powinno dziwić, bo poza słońcem istnieje tysiące czynników, których nadmiar jest szkodliwy. Z drugiej strony od ponad 100 lat wiemy, że nawet trucizna w odpowiedniej dawce może stać się lekarstwem - i na odwrót.

Współczesna nauka, opalanie się i witamina D

W tym samym czasie, kiedy jedne kręgi demonizują wpływ słońca na nasz organizm (twierdząc, że wywołuje ono raka skóry, niszczy włókna kolagenowe, postarza skórę... - krótko mówiąc – zabija), inne kręgi naukowców próbują udowodnić jego zbawienny wpływ na nasz organizm. Wyniki tych badań publikowane są na naszych łamach wraz z podaniem źródeł. Do najciekawszych z nich należy odkrycie braku powiązania opalania się i słońca z czerniakiem (najgroźniejszym rakiem skóry). Ludzie, którzy mają częsty kontakt ze słońcem, ochronią swój organizm przed wieloma nowotworami. Dzieje się to za sprawą witaminy D, która powstaje w naszej skórze pod wpływem jej ekspozycji na promienie UV. Nie jest również prawdą powszechnie wygłaszana teza o tym, że już krótki spacer w pochmurny dzień wystarczy do pełnej syntezy witaminy D. W naszej szerokości geograficznej w zimie musielibyśmy przebywać na słońcu kilka godzin i to bez jakiejkolwiek odzieży, czego nikomu w zimie nie życzę. Jeśli mieszkańcy Australii namawiani są już do tego, aby zimową porą nie zasłaniali się przed słońcem i zrezygnowali całkowicie z kosmetyków ochronnych, czyli z filtrami to nikomu chyba nie muszę tłumaczyć nic więcej na temat ilości słońca potrzebnej do syntezy tej jakże ważnej dla naszego zdrowia witaminy.

Wolne wnioski

Jak widać trudno zakwestionować fakt pozytywnego wpływu słońca i opalania się na naszą egzystencją. Każdy, kto potrafi logicznie myśleć, nie musi zadawać sobie banalnego pytania: czy słońce potrzebne jest nam do życia, czy też powinniśmy go za wszelką cenę unikać? To, że znajdą się wśród naszej społeczności przeciwnicy słońca też nie jest dziwne. Każdy ma prawo do swojej interpretacji faktów i zarazem sprecyzowania stopnia wpływu słońca na nasz organizm. Jeśli ktoś traktuje człowieka ograniczając jego ograny tylko do skóry, lub po prostu ze swojego nastawiania czerpie korzyści ekonomiczne, ten chętnie zaprzeczy nawet podstawowym kanonom ewolucji. Aby nie wywoływać wojny wolę nazwać tego kogoś anonimowym przeciwnikiem słońca i poczekać, aż się sam pokaże wywołując następną kampanię antysłoneczną. Warto jednak, aby się do niej lepiej przygotował, bo może kolejny raz się ośmieszyć. Wszystkim przeciwnikom słońca, a szczególnie dziennikarzom piszącym od wielu lat bzdury na temat opalania polecam lekturę całego portalu solarium.pl.

Wszystkich, których zaciekawiła tematyka opalania się, zapraszam do głębszej lektury całego portalu solarium.pl. Odpowiedź na pytanie: czy udacie się po niej Państwo do najbliższego salonu solarium, czy też chętniej skorzystacie z długiego słonecznego spaceru, pozostawiam otwarte...

Tematy: