opalaniesolariumo naskontakt

Opalanie przez Internet

Każdy efektywny sposób na zwrócenie uwagi całego społeczeństwa jest dobry! Gdyby nie był on poświęcony kolejnej kampanii antysłoneczej i tak jednoznacznie skierowanej przeciwko solarium, to pewnie i my nie zwrócilibyśmy na to większej uwagi. Tak jednak nie jest i dlatego jako obrońcy życiodajnego słońca i zwolennicy przekazu rzetelnych informacji – nie możemy nie zareagować.


Ponad 30 tys. osób w ciągu tylko jednej godziny weszło na stronę ComputerTan.com. Wszyscy mieli nadzieję, że uruchamia ona oprogramowanie wykorzystujące promieniowanie monitorów LCD, dzięki któremu możliwe będzie opalanie „przez Internet”. Cała akcja okazała się podstępną mistyfikacją brytyjskiej organizacji charytatywnej Skcin. Jej zamierzonym celem było zwiększenie świadomości społecznej związanej z nowotworami skóry. Czy osiągnięto ten cel? Co, poza zwiększeniem statystyki odwiedzin strony, osiągnięto w ogóle?


SOLARIUM W KOMPUTERZE – MARZENIE KAŻDEGO PRACOWNIKA BIURA – tak zaczynała się notka, której celem było zachęcenie do przeczytania informacji dotyczącej akcji promocyjnej, z której wynikło, że przy pomocy własnego komputera, wykorzystując promieniowanie monitorów LCD, można się będzie bezpłatnie opalać. Przy założeniu, że brytyjskie społeczeństwo to bezmózgowe egzemplarze gatunku homo sapiens, zachęcano je do wzięcia udziału w akcji bezpłatnego opalania prezentującej najnowsze osiągnięcia techniki. Założenie było – naszym zdaniem – raczej mylne. Osoba klikająca myszką z całą pewnością nie wierzyła w to, że się opali, ale zwykła ludzka ciekawość zwyciężyła nad rozsądkiem i ryzykiem infekcji komputera, które przy takiej akcji uruchamiającej jakąkolwiek aplikację mogło być wysokie.


Co było dalej? Robienie ludzi w konia, wyśmiewanie się z ich głupoty i skrajnie jednostronne, a więc bardzo mało rzetelne przedstawienie skutków opalania się w formie raka skóry. Kozłem ofiarnym stało się – jak zwykle – słońce oraz jego „równie śmiercionośny” duplikat w formie solarium. Czy wyznawcy tej teorii zastanowili się chociażby chwilę nad tym, czy oby taka kampania w rzeczywistości nie przyniesie społeczeństwu więcej zła niż dobra, i to już z samego jej założenia?


W pogoni za sensacją i zemstą za śmierć zmarłej na raka skóry w 2005 roku Brytyjki Karen Clifford nie liczy się, jak widać, dla powstałej z tego właśnie powodu organizacji nic poza głoszeniem śmierci, którą powodują promienie ultrafioletowe. Ten, kto uważał na lekcjach biologii w klasach VI–VIII wie jednak, że bez słońca nie byłoby życia na Ziemi i że to właśnie ono umożliwia zarówno naszą egzystencję, jak i funkcjonowanie reszty fauny i flory, którą to właśnie człowiek może zdrowo się odżywiać. To dzięki promieniem słonecznym nasz organizm może przyswajać wapń niezbędny do budowy kości oraz poprawnej pracy układu odpornościowego, chroniąc nas właśnie m.in. przed nowotworami.


Tak więc unikanie słońca lub chronienie naszych dzieci przed słońcem za wszelką cenę wydaje się być zgoła paradoksalne. Oczywiście skrajną głupotą byłoby wysyłanie dziecka do solarium, ale dbałość o jego kontakt ze słońcem jest naszym obowiązkiem, i to szczególnie w czasie, kiedy dziecko wolałoby całodzienny kontakt z komputerem. Musimy zadbać jednak o to, aby za wszelką ceną unikać poparzeń. Rozsądne dawkowanie lekarstwa, jakie stanowi życiodajna energia niesiona przez aktywne biologicznie promienie ultrafioletowe jest podstawą tego prewencyjnego działania. Zresztą, czy jest coś, czego nadmiar nie szkodzi? Nielicznym wyjątkiem od tej reguły jest chyba czyste powietrze, które zazwyczaj towarzyszy opalaniu się.


Wracając do akcji – trzeba przyznać, że sam pomysł jest genialny. Organizatorom należą się gratulacje za innowacyjność i spryt, które spowodowały, że już w ciągu pierwszej godziny stronę odwiedziło ponad 30 tys. osób spragnionych słońca. Czy je otrzymały? Nie otrzymały nic, co im obiecano. W zamian zostały oszukane i to – naszym zdaniem – podwójnie. Nie stoimy tu jednoznacznie po stronie solarium czy tez słońca, nawołując każdego do opalania się za wszelką cenę. Zwracamy jednak uwagę, że skrajności nigdy nikomu na dobre nie wyszły.


„Ultrafiolet jest zły, ultrafiolet zabija, ultrafiolet to tylko i wyłącznie śmierć! Nie opalaj się i nie chodź do solarium, a w zamian, co – nie umrzesz?”. To przesłanie, którego głównym zadaniem było ponoć edukowanie społeczeństwa na rzecz zaszkodzenia branży solaryjnej, jak również samego korzystania z dobrodziejstw słońca, w którego promieniach ultrafioletu nie brakuje. I wszystko byłoby akceptowalne i może nawet dobrze, gdyby w drugiej części akcji edukacyjnej pojawiły się rzetelne informacje o faktycznej roli ultrafioletu i słońca w naszym życiu: że ultrafiolet jest odpowiedzialny za produkcję 95% witaminy D, że witamina D jest jedyną witaminą produkowaną przez nas samych pod wpływem promieni ultrafioletowych z pasma B. To właśnie te bardzo niebezpieczne, niosące ze sobą dużą energię promienie okazują się życiodajnym lekarstwem i kluczem do życia na ziemi. Kluczem tym jest naturalna witamina D3, która tylko w tej naturalnej formie może w bezpieczny sposób być magazynowana w naszej skórze w bardzo dużych ilościach. Zabrakło więc informacji o tym, że witamina D3 to naturalne lekarstwo i jednocześnie najlepsza prewencja przeciwko zachorowaniu na kilkanaście różnych nowotworów, z których najważniejsze to rak płuc, piersi, gruczołu krokowego… I nie są to informacje wyssane z palca, lecz wyniki wielu równolegle prowadzonych badań przez renomowane instytuty na całym świecie. Czy to takie trudne napisać całą prawdę o słońcu i ultrafiolecie? Oczywiście nie trzeba przy tym gloryfikować solariów, bo wiele jest takich, które nie dbają o spełnianie norm i tym samym o bezpieczeństwo klienta. Jednak wrzucanie wszystkich do jednego worka wraz z naszym największym przyjacielem – słońcem, i to bez znajomości wszystkich faktów – to po prostu nie uchodzi. A jeśli ktoś nie zna umiaru, to już jego własna sprawa, i należałoby się zwrócić z tym raczej do Ministerstwa Edukacji Narodowej w celu przygotowania odpowiedniej, rzetelnie napisanej lekcji w podręcznikach biologii. Lekcji mówiącej zarówno o pozytywnych walorach opalania się, jak i o niebezpieczeństwach czyhających na każdego nierozsądnego człowieka, który dopuszcza się igrania ze swoim losem, czyli przedawkowania jego dobrodziejstw. To, że ogniem można się poparzyć, wszyscy wiemy. Czy wyeliminujemy go, wiedząc, że może on nas również ogrzewać? 


Stowarzyszenie charytatywne, które stoi za tą kampanią reklamową, mogłoby się nauczyć śledzić swoją własną prasę i to, co głosi ich własne Ministerstwo Zdrowia oraz duże grono specjalistów zajmujących się badaniem witaminy D3. To nie przypadek, że właśnie u nich epidemia niedoborów witaminy D3 ma jeden z najwyższych wskaźników i jest przyczyną największej ilości chorób wraz z szerokim spektrum nowotworów. Oni uczepili się raka skóry, mogącego powstać pod wpływem nadmiaru ultrafioletu, i zdecydowanie powstanie dużo szybciej w wypadku białego Anglika posiadającego fototyp zbliżony do pierwszego, który paraduje wiele godzin po plaży, parząc się wtórnie już od drugiego dnia urlopu. Nie dziwi mnie ten fakt, bo świadomość społeczeństwa na temat niebezpiecznego przedawkowania UV jest właśnie w Anglii bardzo niska. I jest ona bardzo niska od kilkuset lat, kiedy to w 1787 roku brytyjscy kolonizatorzy wystawili skórę biednych Szkotów, Walijczyków i Anglików na ciągłe działanie tropikalnego słońca. Czy zaproponowano im kosmetyki z filtrami UV? Czy kolor i odporność ich skóry były dopasowane do mocy słońca na tym kontynencie? I wreszcie, czy są gdzieś dostępne statystyki, ilu z tych pierwszych kolonizatorów umarło na raka skóry, a ilu przekazało potomkom genetyczną podatność na tę chorobę? Oczywiście są to pytania retoryczne.


Być może radą na niski poziom świadomości byłaby akcja jej podnoszenia. Może w takich wypadkach lepiej byłoby pomyśleć o korzystaniu z usług profesjonalnych salonów solarium wyposażonych w odpowiednie, przystosowane do jasnych fototypów lamp, których zadaniem niekoniecznie musiałoby być tworzenie czekoladowego brązu. Na rynku solariów jest wiele lamp i różnią się one nie tylko parametrami i mocą, ale również przeznaczeniem: są do produkcji witaminy D3, do światłoterapii, do odbudowy kolagenu. Są takie, które opalają delikatnie, a także bardziej agresywnie. Jeśli klient szuka tejże agresji, to ją znajdzie, i nie możemy mu tego zabronić, tak jak nie zabraniamy kupienia w sklepie noża, którym można się przecież uciąć. Nie ograniczamy też wieku ludzi kupujących narzędzie, którego niepoprawne użytkowanie może doprowadzić nawet do śmierci, np. młotek, nóż, gwoździe, denaturat, spirytus, paliwa itd. 


Może tylko niewielu Anglików wie o istnieniu takich lamp i istnieniu urządzeń do badania chwilowej odporności skóry na działanie UV. Nazywają się one SkinControl i znajdują się na wyposażeniu kilkudziesięciu polskich salonów. Kilkaset sprzedano w Niemczech, a ostatnio odbiorcą stała się Irlandia. Tam spełniają one chyba swoją rolę najlepiej. Nie dopuszczają do przedawkowania, ograniczają dawkę promieni ultrafioletowych do poziomu 1 MED., gwarantując tym samym najlepsze z możliwych efektów bezpiecznego opalania. Uwaga! Dawka 1 MED. uznana jest za bezpieczną przez WHO, Światową Organizację Zdrowia, która w tym roku zamierza wydać 150 mln dolarów na to, aby dogłębnie zbadać wpływ słonecznej witaminy D3 na nasze zdrowie. Wyniki tych badań mają zmienić ogólne podejście do opalania się i ustalić bezpieczne dawkowanie witaminy D3, zarówno tej syntetycznej, jak i naturalnej, czyli słonecznej.


Reakcja społeczeństwa brytyjskiego nie jest świadectwem głupoty, lecz dowodem na to, że z jednej strony jesteśmy ciekawi, z drugiej zaś łatwo dajemy się nabrać. Można powiedzieć, że projekt nie wykorzystywał głupoty, lecz łatwowierność w celu ośmieszenia i jednoczesnej „inteligentnej” edukacji wszystkich, którzy dali się nabrać. Czy twórca zadał sobie pytanie, jak wpłynie to na faktyczną reakcję człowieka, który w swojej naiwności daje się nabierać? Pomyślmy tylko o tym, jak reaguje ktoś, kto kupił telewizor w sieci sklepów, których nazwy nie chcę wymieniać, i zrobił to w wyniku reakcji na reklamę typu: tylko głupi u nas nie kupuje. Jestem mądry, wiec kupię. Za kilka dni okazuje się jednak, że większość sklepów internetowych jest o 30% tańsza od tejże superpromocji dla najmądrzejszych. Zdumiewająca liczba kliknięć na portalu może w przyszłości zmaleć do zera, ponieważ oszukany człowiek zapamięta adres jako ten, który podstępną reklamą oszukuje. Nawet jeśli sam przekaz doszedł do świadomości, to sposób, w jaki został podany, pozostawia wiele do życzenia. Jeśli po lekturze tego reklamowego spotu zainteresujemy się opalaniem i jego szkodliwością, to z całą pewnością trafimy również na stronę www.zdrowe-opalanie.pl, która w większości wyszukiwarek znajduje się na pozycji pierwszej dla hasła „solarium”. Ta lektura wygląda znacznie bardziej rzetelnie i przedstawia obydwie strony opalania. Tę dobrą, wynikającą z biopoztywnej mocy słońca, i tę złą, związaną z jego nadmiarem. To samo możemy powiedzieć o solarium, które może być zarówno dobre, jak i złe. Jakie będzie, zależy od nas samych, właściciela oraz obsługi salonu. Jeśli trafimy na profesjonalistów, nawet bez braku własnej wiedzy na temat opalania z całą pewnością nie spotka nas krzywda. Jeśli jednak po wejściu do salonu pytamy, jakie łóżko jest najmocniejsze i gdzie są nowe lampy, a personel nie odwiedzie nas od skorzystania z takiej samobójczej wizyty, nie zmierzy nam skóry lub nie przeprowadzi dokładnego wywiadu określającego nie tylko nasz fototyp, ale także odporność na działanie UV, szkodliwe oddziaływanie solarium mamy zagwarantowane. W takim wypadku gwarancję tę daliśmy sobie sami na swoje wyraźnie żądanie. Skąd wynika ta chęć samouszkodzenia? Z braku informacji na temat słońca i obchodzenia się z nim w sposób zapewniający bezpieczne korzystanie z jego życiodajnej energii.


Red. portalu Zdrowe-opalanie.pl oraz czasopisma SOLARIUM

 

Dla równowagi polecamy następujące publikacje:

Słońce pomaga w leczeniu czerniaka!

Brak słońca powodem chorób Szkotów!

Słońce obniża ryzyko zachorowania na raka!

Solarium lekarstwem na fibromyalgię?

Siłą słońca w osteoporozę

Słońce kontra grypa!

Słoneczna witamina D warta jest 150 milionów dolarów

Słońce i witamina D zapobiegają i leczą cukrzycę 

Słońce i pamięć – witamina D kontra demencja starcza

Zęby dziecka zależne od nastawienia mamy do słońca!

Witamina D zapobiega cukrzycy typu I u dzieci

Brak witaminy D grozi chorobami serca 

Słońce i witamina D lekarstwem na raka piersi?

Słońce kontra chłoniak

Co reumatyzm ma wspólnego ze słońcem?

Słońce lekarstwem na bóle!

Depresje jesienno-zimowe a opalanie w solarium

 

Warto przeczytać wszystkie publikacje z działu choroby.


Źródła: computertan.com


Tematy: