opalaniesolariumo naskontakt

Klasyfikacja solarium - przypadek, nieróbstwo czy afera?

Klasyfikacja solarium, słońca czy też samych promieni ultrafioletowych to prawdziwie wyjątkowe przypadki. Czy są one efektem nieróbstwa, braku uwagi czy kolejną aferą finansowaną przez zainteresowane środowiska? Trudno dowodzić czemuś takiemu, jeśli nie trzyma się ręki na pulsie w Brukseli i nie ma się wpływowych znajomych w szeregach WHO. Jedno jest jednak pewne: logika, fizyka i nauka w tym przypadku całkowicie zawiodły. Na sprostowania i wyjaśnienia nikt nie ma ochoty, a na odwrócenie tego, co wyrządziła ta informacja na świecie, nie ma już najmniejszych szans, bo informacja, która z takim rozmachem poszła w świat, zrobiła już swoje. Kolejne rzesze ludzi przestały się opalać i ograniczyły tym samym naturalną syntezę niezbędnej nam do życia witaminy D3. To jednak nikogo nie interesuje, bo za mało w tym sensacji, a za promocję słońca nikt przecież nie jest skory zapłacić.

 

W zeszłym roku świat zdominowało doniesienie zaklasyfikowania urządzenia o nazwie solarium do pierwszej grupy produktów rakotwórczych. Na pierwszej pozycji w tej grupie znajdujemy azbest, ponieważ jest ona uporządkowana alfabetycznie. Gdyby zaczynała się od "s", w doniesieniach można byłoby przeczytać o porównaniu solarium z rakotwórczością solonego śledzia. Nie byłoby to jednak tak wstrząsające, jak porównanie do azbestu lub papierosów, które również widnieją na tejże liście, ale w przypadku nikotyny i smółek zawartych w papierosach nie jest to nic dziwnego. Zamieszczenie tam jednak słońca zaskakuje nie tylko mnie, ale również tysiące naukowców i laureatów wielu prestiżowych nagród, którzy otrzymali je za prace dowodzące prozdrowotność obcowania z promieniami słonecznymi. Jeszcze bardzie zaskakujące jest to, że pisząc o rakotwórczości słońca, mamy na myśli promienie UVA oraz UVB, które to - ku mojemu zdziwieniu - nie znalazły się na tejże liście w tej samej kategorii. Zadajmy, więc sobie pytanie, co takiego rakotwórczego poza promieniami ultrafioletowymi może się tam znajdować.


Może specjaliści pracujący nad klasyfikacją czegoś nam nie dopowiedzieli, a może po prostu byli zbyt leniwi, aby przeczytać całą listą i wszystkie jej podgrupy. Powinni to byli uczynić, zanim ośmieszyli się tak bardzo tak kiepsko odwalonym zadaniem na rok 2009. No, ale - jak widać - uszło im to na sucho, bo nikt poza mną tego nie zauważył. Jeśli promienie ultrafioletowe znajdują się grupie substancji możliwie rakotwórczych, czyli na przykład takich, których przedawkowanie może doprowadzać do podwyższenia zachorowalności na choroby nowotworowe, to dlaczego słońce i solarium znajdują się w grupie tych, które na pewno przyczyniają się do powstawania raka? No tak, trudno w tym szukać logiki, bo jej tu po prostu nie ma. Nikt jednak aż tak wnikliwie nie bada doniesień prasowych, a co dopiero obala prace naukowców obarczonych tak odpowiedzialnym zadaniem, jak międzynarodowa klasyfikacja produktów niebezpiecznych dla zdrowia i życia. Ale czy nie warto czasem zweryfikować takich prac? Tam, gdzie pracują ludzie, popełniane są błędy, i nie jest to zaskakujące, lecz raczej ludzkie. Tak samo jak ludzkie jest to, że jako gatunek uzależnieni jesteśmy od energii słońca. Nikomu jednak, jak widać, nie zależy na tym, aby listy były logiczne, jak i na tym, aby prasa nie robiła używki z czegoś, czego nie rozumie lub jest poniekąd niedopatrzeniem. Wystarczy, że ktoś zainteresowany, ktoś, komu na tym zależy, bo widzi w tym swój interes, podeśle taki chwytliwy temat prasie, i już cały świat zajmuje się demonizacją słońca czy też solarium. Jakże słusznie, bo robi się to wszystko w imię nauki, zdrowia i ochrony życia ludzkiego.


Ciekawe, dlaczego nikt z tych środowisk nie zainteresuje się wynikami badań dowodzących jednoznacznie to, że brak kontaktu człowieka ze słońcem doprowadza na całym świecie do powstania niedoborów witaminy D3, co niesie za sobą miliardy dolarów wydanych na leczenie chorób powodowanych tymże niedoborem. A lista ta jest bardzo długa i tematów wystarczyłoby na kilka lat. To właśnie witamina D3 lub jej brak są odpowiedzialne zarówno za pracę naszego układu odpornościowego, jak i wszystkie choroby układu kostnego związanego z procesami przyswajania wapnia. To jednak nie wydaje się być dla prasy wystarczająco spektakularne i nikt za to nie zapłaci, ani też nie umieści reklam w poczytnych czasopismach dla kobiet reklamujących darmowo świecące słońce. Czyni ono to bez względu na doniesienia od tysięcy lat, darując nam nie tylko samo życie, ale także zdrowie. Może czasami warto zastanowić się chwilę, zanim uwierzymy doniesieniom prasowym i przekazom TV, których jedynym celem jest w ostatnich latach prywatyzacji środków przekazu tylko sensacja!

 

Red. LK


Tematy: