opalaniesolariumo naskontakt

Regularnie opalanie chroni przed NHL

NHL (non-Hodgkin’s lymphoma) to nazwa nowotworu o różnym stopniu złośliwości określanego w języku polskim chłoniakiem nieziarnicznym guzkowym. Wyniki wielu równolegle przeprowadzonych badań oparte na wieloletnich statystykach dowodzą, iż najlepszym lekarstwem chroniącym nas przed tego typu, często występującym i groźnym nowotworem jest słońce.


Chłoniaki są nowotworami komórek układu odpornościowego, czyli limfocytów. Nowotwór taki powoduje więc obniżenie się zdolności organizmu do zwalczania infekcji. Nowotwory te rozwijają się powoli, ale są często nowotworami złośliwymi, dającymi przerzuty.


Chłoniak nieziarniczy guzkowy (ang. non-Hodgkin's lymphoma, w skrócie NHL), wywodzący się najczęściej z limfocytów B, jest jednym z powszechniejszych typów raka, piątym, co do częstotliwości występowania nowotworem po raku piersi, prostaty, płuca oraz jelita grubego. Chłoniak ten coraz częściej rozwija się u pacjentów z AIDS.


Zakrojone na szerszą skalę badania porównawcze przeprowadzone przez australijski uniwersytet w Sydney, zajmowały się porównaniem 10 dużych projektów badawczych i obejmowały łącznie ponad 20.000 pacjentów. Doszły do następującego zadziwiającego wszystkich prostotą wniosku:


„wyniki naszych badań dowodzę, że najskuteczniejsze w zapobieganiu NHL jest równomierne i regularne kontakt skóry ze słońcem” to wypowiedź szefowej projektu profesor Anny Kricker opublikowana na łamach „Jurnal Of Cancer”.


Celem projektu było zbadanie zachowań pacjentów dotkniętych NHL, a w szczególności dokładna analiza statystyczna ilości godzin, które w swym czasie wolnym spędzili na słońcu w całym okresie poprzedzającym ujawnienie się choroby. Najważniejsze w ich słonecznej przeszłości okazały się okresy pomiędzy 18 a 40 rokiem życia oraz cały okres dziesięciu lat przed zachorowaniem.


Coraz więcej tego typu badań przeprowadza się po odkryciu przez naukowców roli słońca w prawidłowym funkcjonowaniu naszego układu odpornościowego. W układzie tym, opartym na hormonach, jedną z kluczowych ról odgrywa aktywna forma witaminy D3, a tą z kolei nasza skóra syntezuje tylko w czasie kontaktu z promieniami ultrafioletowymi.


Wniosek może być tylko jeden. Nasza ewolucja, oparta na naszym kontakcie z życiodajnym słońcem została zachwiana rozwojem cywilizacji. Dzięki modzie, ubraliśmy się w ubrania i kapelusze, dzięki technice nasze dzieci pozostają całymi dniami w domu przed komputerem, a my sami po ciężkim tygodniu pracy wolimy spędzić sobotni poranek przed telewizorem a w niedzielę jedziemy na zakupu i to nie na jarmark, lecz do klimatyzowanych galerii handlowych. Jakby już tego było mało kampanie anty słoneczne, informujące głośno o zabójczym działaniu słońca, usprawiedliwiają nasze pozostawanie w cieniu. I nawet, jeśli nie unikamy słońca z premedytacją to nasza podświadomość podpowiada nam, że to, co robimy jest zdrowe, bo przecież wszyscy mówią, że słońce niszczy skórę a nawet zabija, wiec lepiej go na wszelki wypadek unikać. Czy jest to wystarczający argument, aby unikać kontaktu ze słońcem? Taki nowoczesny i jakże świadomy tryb „życia w cieniu” skutkuje naturalnie obniżeniem poziomu słonecznej witaminy D3, niezbędnej do poprawnego funkcjonowania naszego układu odpornościowego i nie tylko.


Stały równomierny kontakt naszej skóry ze słońcem nie polega przecież na codziennej wizycie na plaży czy też w solarium. Nasza skóra wyposażona jest w magazyny stabilnej formy witaminy D3 produkowanej przez nią podczas kontaktu ze słońcem. Z badań wynika, że nasza skóra potrafi przechowywać już zsyntezowaną witaminę D3 przez wiele dni. Dzięki temu mechanizmowi i magazynowi budulca do produkcji aktywnej formy witaminy D3, umożliwiamy wątrobie pobieranie jej w razie potrzeby i tym samym utrzymujemy jej stały poziom w organizmie, gwarantując tym samym stałą i poprawne pracę naszego układu odpornościowego. Zgodnie z tą teorią nasz kontakt ze słońcem możemy ograniczać do jednego w tygodniu i jeśli zadbamy o to, aby nasza skóra, co najmniej raz w tygodniu kontaktowała się ze słońcem to nie tylko zrobimy sobie przyjemność produkując „odpowiednie endorfiny słonecznego szczęścia“, ale również zadbamy o swoje przyszłe zdrowie. W naszym klimacie trudno jest o to zadbać, ponieważ słonecznych weekendów nie mamy zbyt wiele. Dodatkowo jesteśmy krajem dotkniętym porą roku nazywaną zimą, podczas której niskie a wiec i dalekie położenie słońca nie gwarantuje promieni UVB potrzebnych do syntezy D3. Z tego tez powodu mieszkańcy południa europy nie są tak czeto dotknięci chorobami jak my. Nam pozostaje tylko starać się o to, aby w zimie łapać każdy promień słońca lub od czasu do czasu w tym trudnym dla naszego organizmu okresie odwiedzić profesjonalny salon solarium dysponujący odpowiednią wiedzą i sprzętem.


Odwiedziny takie nie muszą być koniecznie powiązane z pozyskiwaniem brązu, który jest produktem ubocznym opalania i powstaje tylko wtedy, kiedy nasza skóra wyczuwa zagrożenie. Mogą one ograniczać się tylko i wyłącznie do syntezy witaminy D3. Do takiej syntezy wystarczy już 40 % rumieniotwórczej dawki UV. Dawka rumieniotwórcza to taka ilość UV, która powoduje zaczerwienienie naszej skóry. Jest ona dla każdego indywidualna i zależna od fototypu, budowy genetycznej skóry oraz stopnia przygotowania skóry. W nowoczesnych salonach do syntezy witaminy D3 wystarcza zaledwie kilka minut opalania. Salon musi mieć jednak świadomość tego, co robi i dobierając odpowiedni typ lamp oraz urządzenia zagwarantować nie tylko oczekiwany efekt, ale i całkowite bezpieczeństwo klienta, który przyszedł jakby nie było nie do solarium, lecz do salonu nowoczesnej światłoterapii. Przykładem takich salonów jest opolska sieć, SUN-line. www.soalrium.opole.pl


Ciekawostką jest również to, że w Polsce pojawiły się już salony wyposażone w nowoczesny sprzęt pomiarowy umożliwiający automatyczne oraz indywidualne wyliczanie dawki rumieniotwórczej. Listę tych salonów można znaleźć na stronach: www.skincontrol.pl/referencje.

 


Badania: A. Kricker “Personal sun exposure and risk of non Hodgkin lymphoma: a pooled analysis from the Interlymph Consortium, International Journal of Cancer, Januar 2008


Link źródłowy: http://www3.interscience.wiley.com/cgi-bin/abstract/114804017/ABSTRACT


Tematy: